18 lutego 2017

MER 2017 czyli 24 godzinny bieg po schodach

Z tej strony na selfie widać napis RUN z drugiej jest jeszcze HAPPY - zdjęcie zrobione na oblodzonych, falenickich wydmach


„Dwa lata temu pobiegłam Marriott”, czyli przekładając z towerruninngowego żargonu – wbiegłam po schodach 42 piętra i pojechałam się umyć do domu bo za chwilę miałam samolot, inni w tym super szybko biegająca Róża chodzili przez 24 godziny w górę po schodach i zjeżdżali windą by.... czynność powtórzyć.

MER czyli Marriott Everest Run to ciekawe wyzwanie, coś dla pasjonatów: 
a) chodzenia/biegania po schodach 
b) tych co chcą sprawdzić wytrzymałość swojego organizmu 
c) uwielbiających wyzwania i zakłady – co ja nie wejdę?!

Na konferencji prasowej dowiedziałam się, że ta edycja jest specjalna bo równolegle z MER wystartowała kampania społeczna „Nasz Everest” – dotycząca choroby Pompego, która osłabia mięśnie (głównie oddechowe i nóg) i czyni każdy krok trudnym, takim jak te dzielące himalaistów i biegaczy od szczytu Everestu...

Od 9 rano mój znajomy Mariusz dzielnie wchodzi i zjeżdża, wchodzi i zjeżdża... Zrobił to już 54 razy (stan na godzinę 20.40), do rekordu brakuje mu jeszcze 50 wejść….trzymam kciuki, żeby mu się udało! Samo wejście tyle razy jest już ogromnym sukcesem, a tu jeszcze cała noc i poranek na dokończenie wyzwania….

17 lutego 2017

Tawerna Rybaki – metamorfoza

Bardzo smaczne "drugie danie" - dorsz z patelni z frytkami i surówką - klasyka klasyki nad morzem! fot. D.Szymborska


Zerknęłam na blogu jest wpis z 2014 roku a na nim kwadratowa miska z zupą rybną i dorsz w grubej panierce, niestety nie ma przaśnych zdjęć wnętrza Tawerny, brakuje też opisu tego, jaki zapach unosił się w smażalni…jak łatwo się domyślić – ryby i frytek…a teraz? Teraz Tawerna Rybaki jest śliczna i jedzenie, które podaje jest dużo smaczniejsze.

Miejsce nie do poznania, czysto, schludnie, bardziej pachnie nowością niż smażeniną. Urządzona w stylu skandynawskim, jasne sale, wygodne krzesła, duże stoły. Dodatkowo Tawerna prowadzi teraz mini hotel, wszystko odnowione.

Sprzed lat zapamiętałam, że w Rybakach było zawsze bardzo tłoczno, teraz….nie, pustki to za dużo powiedziane, ale tłumów nie było. Może nowy, wyremontowany lokal zniechęca klientów? Może boją się, że będzie dużo drożej niż wcześniej – a nie jest, ceny z tych „normalnych” odpowiednich dla bardziej eleganckich smażalni. Wreszcie może, goście zapamiętali Tawernę inaczej i minęli ten nowoczesny, jasny budynek i poszli jej szukać dalej?

16 lutego 2017

Pływalnia AM w Gdyni vs. Aquapark w Sopocie

Gdynia na górze, Sopot na dole....


Można porównywać? Pewno, tu i tu basen o długości 25m, tu i tu działają karty abonamentowe. W pierwszym wypadku piękna lokalizacja – przy samym morzu, w drugim troszkę dalej od słonej wody ale za to przy parku...

Gdynia, godzina 8.34, szatnia pływalni Akademii Morskiej. Ja: dzień dobry, ja na basen. Pani szatniarka: jest pani spóźniona o 4 minuty. Ja: nie jesteśmy w wojsku prawda? Pani szatniarka: W wojsku nie, ale w Akademii Morskiej, jest pani spóźniona o cztery i pół minuty. Nie tolerujemy spóźnień większych niż pięć minut.

Zdążyłam pokazać dokument ze zdjęciem i kartę lojalnościową. Dostałam kluczk do szatni. Popędziłam bo tutaj czas nie liczy się od odbicia chipa, tylko jest z góry ustalony – spóźniona cztery i pół minuty na starcie plus ekspresowe przebieranie i zostało mi 39 minut treningu. Tutaj pływa się po 45minut. Basen śliczny, czysty, głęboki (ze wieżą do skoków). Pustki, miałam swój tor. 

Gwizdek, wszyscy grzecznie wychodzą. Na murku siedzą panowie w granatowych kąpielówkach, jest też kilka pań. 

Idę pod prysznic. Słyszę prowadzącego zajęcia: Macie wielką przyjemność mieć zajęcia ze mną. Hip…. Panowie w granatowych kąpielówkach gromkim głosem wołają: hura, hura. Przez chwilę myślałam, że to taki żart i będą śmiechy i oklaski…..nie było…..

15 lutego 2017

Gard – kuchnia nordycka w Gdyni

Pyszne, malutkie i aromatyczne pulpeciki w restauracji Gard fot. D.Szymborska


Brzmi groźnie prawda? Nordycka! Czyli jaka? Klopsiki z meblowego, szwedzkiego sklepu? Tak i nie…

Wikingowie w Gdyni (i nie tylko) jedzą zupy, skrei’a (norweskiego dorsza zimowego), bo teraz sezon, borówki….  A wszystko w restauracji której logo to „a z kropką na górze” – czytaj głośno, gardłowo i poważnie: aaa.

Kuchnia nordycka to bardzo pojemne pojęcie, łączy trzy narody: szwedzki, norweski i duński. To co łączy Wikingów przy stole to ryby (konserwowane, suszone, wędzone), dziczyzna, borówki, jeżyny.

Zupa i drugie danie. Zupa z dorszem (do marca skrei w garnku się gotuje), z musem z pomarańczy – fantazja kucharza, bo pomarańcze i przyprawy to nie nordycka „bajka”. 

Na drugie pulpeciki. Tak, tak wybrałam szwedzki przysmak, tutaj podawany z ziemniakami i borówkami. Pulpeciki wyborne, drobniutkie z mięsa wołowego, sos mięsny na bazie mięsa cielęcego. Kiedyś Skandynawowie szaleli na punkcie cukru, dodawali go nawet do dań mięsnych, ślad cukrowego nałogu wyczuwalny w sosie zrównoważony borówkami, które były bardziej niż wytrawne.

14 lutego 2017

Molo - Molo czyli sprawdzona trasa biegowa – Gdynia-Sopot

Czasem trasy są takie proste, raz morze po lewej, raz po prawej...zrzut z zegarka


Walentynki na biegowo! Oczywiście! Wtorek, normalny tydzień, nie spotkaliśmy innych biegaczy, zakochane pary spacerowały brzegiem morza, część pewno zwagarowała inni zaplanowali romantyczny spacer, a my (równie romantycznie) górą klifu – podbiegi, zbiegi ale też ścieżki i schody….a wszystko po to by pobiec od mola do mola.

Trasa stosunkowo prosta, raczej ciężko się zgubić. Dystans 8 kilometrów w dwie strony. Wszystkim którzy wybierają się do Gdyni lub Sopotu naprawdę polecam przebieżkę obok morza!

Tym razem startowaliśmy z Gdyni Orłowo, a dokładniej przy molo, by dobiec do mola w Sopocie. Super to brzmi prawda – bieg z Gdyni do Sopotu, międzymiastowa przebieżka! A to tylko 4 kilometry, ale trasa z tych przełajowych, z elementami drewnianych pomostów i stosunkowo krótkim asfaltem, jednym słowem buty przełajowe się przydadzą, tym bardziej teraz zimą, gdzie biegniemy po mieszaninie liści, piachu i śniegu.

By się nie zgubić wystarczy wybierać takie ścieżki, które biegną równolegle do morza – ot tyle, jak startujemy w Gdyni Orłowie to mamy mieć zawsze morze po lewej i tym sposobem po 4 kilometrach zobaczymy Molo w Sopocie!

Dla wszystkich którzy będą debiutować na tej biegowej trasie kilka wskazówek, dzięki którym nikt nie powinien się zgubić:

·      Start w Gdyni Orłowie (Molo),
·      Bieg chodnikiem spacerowym, po prawej stronie plac zabaw, po lewej….morze oczywiście,
·      Kładka z metalowymi białymi poręczami,
·      Leśna ścieżka,
·      Bardzo niewygodne drewniane schody – dziś oblodzone,
·      Wąwóz,
·      Drewniany pomost, równoległy do morza,
·      Domek w stylu zakopiańskim (serio!) po lewej zaraz przy plaży,
·      Zatoka Sztuki i Teatr,
·      Grand Hotel po prawej i widać już sopockie molo.

13 lutego 2017

Pierogarnia Mandu Gdańsk Oliwa

Korańskie mandu z kimchi fot. D.Szymborska


Już kilka razy „nacięłam” się na reklamowane i polecane przez innych pierogarnie, jednak jak gdzieś usłyszę, że nowe miejsce, że dobre pierogi to…ryzykuję! 

Mandu w Gdańsku Oliwie zbyt nową restauracją nie jest, ba ma nawet swoją filię w centrum. Pierogarnia Mandu jest przytulnym miejscem z malutkim stoliczkami, serwowane są tutaj jak sama nazwa wskazuje pierogi, ale nie tylko te tradycyjne, ale również te z nazwy miejsca – koreańskie.

W karcie bogaty wybór, przez klasyczne gotowane, pieczone, słodkie po egzotyczne.

Wybraliśmy Mandu i Jiaozi. Swoją drogą ciasto to samo, sposób usmażenia również, na szczęście farsz i sosy różne!

Mandu w Oliwie to pierożki z mieloną wieprzowiną, tofu, kimchi, imbirem, porem. Podawane są ze sporą porcją „domowego” kimchi i sosem ponzu (bazą dla niego jest sos sojowy). Kimchi była ostra, mogłaby być jeszcze bardziej sfermentowana, ale z tą sałatką jest tak, że każdy przygotowuje ją trochę inaczej. Same pierogi dobre, podobało mi się, że nie były „flaczkowate” tylko porządnie wypchane farszem.

12 lutego 2017

Pierwsza bałtycka rybka tego roku – Tawerna Orłowska

Z widokiem na molo w Gydni Orłowie - dorsz, frytki i zestaw surówek fot. D.Szymborska


Ach te stereotypy, schematy….nad morzem rybka, w górach oscypek, na wsi pierogi….znając je czasem miło im ulec...

Dla mnie Morze Bałtyckie kojarzy się ze smażalnią, bez ryby w panierce, frytek i zestawu surówek nie czuje, że jestem blisko słonej wody! 

Mam sprawdzone miejsca, niektóre bardzo turystyczne, inne mniej, to co je łączy to proste dania i dużo ości, bo że w karcie napisane jest "filet" nic nie znaczy...

Do tego jeszcze robię się sentymentalna, jak w Tawernie Orłowskiej smakowały mi gołąbki z rybnym farszem to potrafiłam je jeść co roku….. (2013 i 2014) dziś „zaszalałam” i zamówiłam coś innego!

Tawerna Orłowska jest oblegana nawet poza sezonem, na tarasie ustawione są lampy grzejące i jest "znośnie" jeżeli chodzi o temperaturę! Obsługa nigdy tutaj nie należała do najlepszych – to się nie zmieniło, kolejki spacerowiczów i gości restauracji do łazienki jak zawsze długie, a jedzenie smaczne i sprawdzone!

Nowość w karcie – zupa rybna z kiełbaską z dorsza – dobry wybór, kiełbaska z tych bardzo dużych, połowa spokojnie by wystarczyła, ale jak w przypadku smażalni w menu podana jest gramatura dań – stąd wiem, że zjadłam 250ml zupy i podzieliłam się 100g kiełbaską!

11 lutego 2017

Doceniasz swoich kibiców? Relacja z XIV Zimowych Biegów Górskich w Falenicy

Wbiegając na drugą pętelkę fot. kibic oczywiście


Każdy zawodnik ma swoich kibiców. Nie trzeba być olimpijczykiem by liczyć na doping. Dziś po tym jak mój osobisty kibic biegał po wydmie, żeby zrobić mi ładne zdjęcia z różnych ujęć pomyślałam o tym, że my biegacze, triathloniści czy kolarze zakładamy, często bardzo egoistycznie, że kibicowanie się nam należy. Ba wymagamy:

·      Dowożenia na miejsce zawodów,

·      Podporządkowania wakacji/weekendów/dni wolnych naszemu kalendarzowi zawodów,

· Kibicowania i robienia ŁADYCH zdjęć, takich na których wyglądamy chudo/zgrabnie/młodo/profesjonalnie, ewentualnie jak regulamin zawodów pozwala – podawania napojów, odbierania kurtek, rękawiczek itp

·      Pocieszania lub chwalenia na mecie – to zależy od naszych wyników danego dnia,

·      Transportu do domu,

·      Zrozumienia naszego zmęczenia/rozdrażnienia rzadziej euforii po zawodach.

I oni, ci nasi kibice to znoszą, jedni lepiej, inni gorzej.

10 lutego 2017

Z cyklu pasty śniadaniowe – rzodkiewkowo koperkowy twarożek

Najprostsze rzeczy smakują najlepiej, pod jednym warunkiem, że są w najlepszym gatunku! fot. D.Szymborska


Niedawno wydawało mi się, że utarte na tarce rzodkiewki, dobrze odciśnięte i wymieszane z twarogiem i śmietaną to hit śniadaniowy (przepis TUTAJ). Zmieniam zdanie. Oczywiście tamta pasta śniadaniowa też jest dobra, ale ta wersja jest zdecydowanie smaczniejsza!

Polubiłam ją na tyle, że jak wiem, że ranek będzie pełen pośpiechu to….przygotowuję ją dzień wcześniej, tylko jej nie solę i tym sposobem śniadanie jest pyszne, wystarczy je tylko doprawić przed podaniem i przełożyć do ładniejszej, niż metalowa miseczki.

Składniki (na sporej wielkości miseczkę):

9 lutego 2017

Koreańskie burrito w Warszawie

Wersja łagodna, opcja koreańska fot. D.Szymborska


O Urban Burritos pisałam już dwa razy – pierwszy raz gdy wygrałam konkurs, drugi raz gdy UB wprowadzili nową kanapkę specjalnie na Święta Bożego Narodzenia. A dziś? Dziś był „biforek” karnawałowy i zamiast pizzy – bo dzień pizzy wypada dziś – jadłam koreańskie burrito. Taka fantazja Jacka, który dowodzi przy Pięknej 22.

Gunguam…rrito to szalona mieszanka, którą można zamówić w różnych wersjach od super ostrej do łagodnej. Ja wybrałam wersje bez wypalania przełyku, bo wolę czuć smak tego co jem.

W koreańskiej wersji jest: grillowana wołowina, która wcześniej była marynowana w sosie sojowym z sezamem, chrupiące kiełki fasoli mung, koreański sos bbq. Ten sos jest rewelacyjny!

Ciekawy eksperyment, wołowina wyborna, sos fantastyczny, tylko trochę za dużo kiełków, inna sprawa, że jestem wielką fanką pasty z czarnej fasoli i uważam, że pasuje do wszystkiego w każdej możliwej ilości…. 

Dla zakochanych w kuchni fresh-mex w menu czeka stare menu – czyli klasyki w wersji zarówno mięsnej jak i wegetariańskiej.

8 lutego 2017

Mai „Przepisy na szczęście” – czyli nowa książka i jeden przepis

Podoba mi się okładkowe szczęście Mai - trzyosobowa rodzina! fot. D.Szymborska


Łączy nas kilka szczegółów: wstajemy rano – Maia, żeby jeździć konno, ja żeby pływać, lubimy wyraziste smaki, uważamy, że gotowanie jest ważne dla budowania więzi tych rodzinnych i tych przyjacielskich, lubimy się dzielić. 

Maia stroni od produktów zwierzęcych ja zajadam się mięsem…. 

Bardzo lubię przepisy Mai, są słoneczne, ciepłe i poprawiają humor i w większości przypadków są naprawdę proste do przygotowania.

Nowa książka „Przepisy na szczęście” to opowieść o życiu, w którą Maia wplotła przepisy, sporo przepisów.

Spodobało mi się zdanie, które dziś usłyszałam – "szczęście zaczyna się na talerzu"! Zgadzam się z nim w 100%, dobre jedzenie, dobrzy ludzie, to wszystko czyni nas szczęśliwszymi!

Książka będzie w księgarniach już w przyszłym tygodniu, po dzisiejszym spotkaniu wiem, że przygotuję przepis ze strony 101, z działu „Ogień”. Wiem o tym dlatego, że w czasie spotkania autorskiego zjadłam to danie i było obłędnie smaczne!

7 lutego 2017

Saumon aux poireaux en papillote czyli pieczony łosoś z porami

Zachwycająco pyszny łosoś! fot. D.Szymborska


Autorką przepisu jest paryżanka Paule Caillat, która prowadzi Promenades Gourmandes, to ciekawy koncept – dwujęzyczna (francusko/angielska) Paule pokazuje obcokrajowcom kuchnie, targi i uczy gotować francuskie dania. 

Jej „kulinarne wycieczki” są na tyle popularne, że warto zrobić rezerwacje z trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Wycieczka po targu i sklepach z dobrą żywnością to kosztowna przyjemność (350E za trzy godziny) ale chętnych na poznawanie kulinarne Paryża nie brakuje.

Przepis na łososia w papilotach Paule poleca szczególnie tym, którzy nie mają pomysłu co zaserwować w czasie przyjęcia dla przyjaciół – wszystko można przygotować wcześniej, gdy goście zjedzą przystawki wystarczy tylko włożyć zapakowanego w folię łososia z dodatkami do piekarnika i po 12 minutach podać rewelacyjnie pyszną i aromatyczną rybę!

Przepis Paule można znaleźć świetnej książce Beverly Leblanc „Smaki świata, Francja”

Jak dla mnie to jedna z lepszych wersji łososia, do tego nie trzeba nic zmywać – pieczemy w foli aluminiowej i potem ją wyrzucamy!

Paule o tym nie pisze, ale moim zdaniem warto lekko ubić kremówkę dzięki temu sos będzie lżejszy – sprawdziliśmy – to działa!


Składniki (6 porcji):

6 lutego 2017

Miodowy chleb do upieczenia w domowym piekarniku

Jeżeli chcemy uniknąć spalenia skórki, to albo kamień albo dwie blachy do pieczenia jedna na drugiej fot. D.Szymborska


Gluten, uwaga na gluten! Miód! Miód też tu jest i masło! To w kwestii ostrzeżeń dla alergików! Nie zawiera soi i skorupiaków, jak również sezam nie był używany w tej samej kuchni od dłuższego czasu….

Chleb! Domowy, pachnący, który nie wymaga niczego specjalnego do pieczenia, żadnych foremek, koszyczków do wyrastania czy garnków żeliwnych!

Nie masz robota kuchennego – 15 minut ugniatania, masz – świetnie nie zmęczysz sobie rąk! Jednym słowem przepis dla każdego, komu marzy się zapach chleba, delikatny smak i świetna kanapka!

Przepis pochodzi ze strony Weekendbakery i jak to bywa z przepisami na chleb nie powinien, ba nie może być modyfikowany, z tego prostego powodu, że inaczej chleb może się nie udać, a szkoda, pracy, czekania i zużytych składników!

Dla niecierpliwych by zajadać się takim chlebem potrzeba: 15min na przygotowanie, 2xpo 60min wyrastania, 45min pieczenia…czyli 3 godziny plus czekanie na to jak chleb wystygnie – najtrudniejsze zadanie!


Składniki na jeden chleb:

4 lutego 2017

Hand Roll czyli japońska alternatywa dla kanapek

Trochę wbrew idei hand roll - przyniosłam sobie kanapkę do domu i zjadłam przy stole...fot. D.Szymborska


Lata świetlne, w odległej galaktyce, z radością wybierałam dodatki do panini, które potem na moich oczach było zapiekane w specjalnej maszynie, to wszystko działo się w podziemiach albo przy Dworcu Centralnym albo przy Rotundzie.

Zmiana galaktyki i mam dość kanapek na wynos. Szukam czegoś innego, tym bardziej, że moje domowe kanapki są takie pyszne, dużo tańsze od tych „kupnych”.

To co hand roll – czyli japońska kanapka? Ponieważ zawijanie maków wciąż jest dla mnie sztuką tajemną to, tak jak kiedyś panini tak teraz hand roll jest atrakcją!

Podoba mi się idea: proste składniki, świeże – bo jak inaczej w kwestii maków z surową rybą, lub opcja z dodatkami smażonymi w tempurze.

W Warszawie przybywa japońskich kanapkowni, w których można zjeść zarówno rolle wegetariańskie, z surową rybą czy smażonym kurczakiem – w tym ostatnim przypadku zastanawia mnie jak daleko taki roll ma do tych sprzedawanych w Japonii.

2 lutego 2017

Linguine z ragu z tuńczyka i kaparami

Połączenie bakłażanów, mięty i kaparów przepyszne a tuńczyk do tego czyni danie jeszcze bardziej smacznym! fot. D.Szymborska


Odkrycie – kapary w soli są bardzo słone, po opłukaniu wodą są jeszcze bardziej słone, żeby nie powiedzieć niejadalne! Po dodaniu do sosu są super pyszne!

Takie wprowadzenie do świetnego przepisu, szybkiego w przygotowaniu i super w smaku! Strona 83 – MammaMia, prawdziwa kuchnia włoska. Modyfikacja – tuńczyk z puszki, kawałki w oleju.

Składniki (4 porcje):

1 lutego 2017

Tureckie, serowe „cygara”

Rewelacyjna, sycąca, aromatyczna, turecka przekąska, którą można stosunkowo szybko przygotować w domu fot. D.Szymborska


Na urodzinach mojej przyjaciółki po całej kolacji (7 dań z dobranymi alkoholami – wino i jedno piwo) kelner zaproponował cygara. Byłam trochę zdziwiona, że niby zakaz palenia obowiązuje również w Senses…. chwilę później przyniesiono szkatułki, w których na sianku leżały jadalne „cygara”. Normalnych nie palę, a tamtych nie zjadłam – aromat dymu był zbyt mocny.

Zupełnie inne „cygara” podają w mojej ulubionej tureckiej restauracji – wałeczki fety zapieczone w cieśnie filo podawane z gęstym śmietanowym sosem. Za tymi przepadam, choć wiem, że są bardzo tłuste.

W książce Claudii Roden „Łatwa kuchnia śródziemnomorska” znaleźliśmy przepis na tureckie „cygara”. Trzeba było go wypróbować! 

Jak to mówią kucharze: "pracowałam już na tym produkcie" i wiem, że ciasto filo ma to do siebie, że bardzo szybko wysycha i trzeba uważać żeby nie porwać arkuszy. 

Przygotowywanie „cygar” przypomina pracę na akord, ale warto spędzić pół godziny w kuchni, potem jeszcze poczekać kolejne trzydzieści minut, gdy „cygara” są w  piekarniku.

Składniki na 12 sztuk:

31 stycznia 2017

Test trampoliny fitness z Lidla dla Fakt24.pl – się skacze!

Malutkie wybicia, żeby nic mi się nie stało....żadne tam wyższe podskoki czy ćwiczenia...fot. Martyna


Treningi na trampolinach są ostatnio bardzo popularne, w wielu siłowniach do grafików trafiają te pełne skoków zajęcia. 

Skacząc na trampolinie można spalić dużo kalorii, dobrze prowadzone zajęcia są bardzo urozmaicone, głośna muzyka, profesjonalna instruktorka lub instruktor i nic tylko skakać i skakać!

Gdy Fakt24.pl poprosił mnie o przetestowanie trampoliny z dyskontu, byłam bardzo ciekawa, co można kupić w Lidlu i jak taki sprzęt sprawdza się w praktyce.

Wcześniej testowałam rowerek i orbitrek, również dyskontowy (relacja TUTAJ). 

Czytelnicy Faktu lubią wiedzieć czy zakup sportowych (i nie tylko) sprzętów po niskich cenach ma sens, czy też będzie to przysłowiowe wyrzucanie pieniędzy.

30 stycznia 2017

Spaghetti alle erbe – sycylijski wegetariański przysmak

Śliczny i pyszny! Sycylijski przepis - dla mnie hit! fot. D.Szymborska


No nie wiem jak sama na to mogłam nie wpaść. Uwielbiam makaron, jem go dużo, eksperymentuję z sosami, wymyślam dodatki…a umknął mi tak banalny pomysł, znany Sycylijczykom od wieków…..ot zioła, czosnek i oliwa! Tak, tak prościej się nie! Do tego wysokiej jakości ser i danie jest tak pyszne, że na pewno będzie często gościło na naszym stole!

Coś dla tych co się bardzo śpieszą – od wejścia do kuchni do wyjścia z talerzem do jadalni – 30 minut! Pewno mogłoby być szybciej jakbym miała mocniejszą kuchenkę i szybciej mogła zagotować wodę na makaron!

Składniki (4 porcje):

29 stycznia 2017

Tartes flambees czyli alzacka tarta na zimę

Genialnie pyszna, alzacka tarta z boczkiem cebulą i serem fot. D.Szymborska


Tarta z boczkiem – sama nazwa już brzmi kalorycznie, a gdyby jeszcze tak dodać troszkę sera żółtego? Oj tak! Kaloryczność „level hard”, ale za to jaki smak! 

Ciasto idealne – cieniutkie, przypieczone, ale nie spalone, takie jak powinno być! Cebulka chrupiąca, a boczek dzięki temu, że wcześniej usmażony i odcedzony na sitku z wytopionego tłuszczu  nie ociekający tylko bardzo smaczny, a dodatek cheddaru startego na tarce dodaje jeszcze słoności…. Takie naprawdę zimowe, alzackie danie, rozgrzewające, sycące i zachwycająco proste!

Jest tylko jedyne, malutkie „ale” – potrzebny jest naprawdę dobry robot kuchenny do wyrobienia ciasta, drugie „ale” to czas, trzeba się liczyć z 2 godzinami, które są potrzebne by ciasto „wyrosło” – cała reszta to 14 minut pieczenia i kilka minut na wysmażenie boczku, starcie sera i pokrojenie cebuli.

Składniki:

28 stycznia 2017

Falino czyli BNO i Zimowe Biegi Górskie czyli sobotnie COMBO

Się dziurkuje....dwie kurtki i można biegać w podwójnych zawodach! fot. T.

Pobudka, śniadanie (grillowana kromka chałki z serem, szarpaną szynką i jajkiem sadzonym plus kawa z mlekiem) do auta i do Falenicy.

Najpierw odebraliśmy mapę i kartę kontrolną, wkleiliśmy naklejkę do PTTKowskiej książeczki BNO i rozgrzewka bo trzeba pobiec Zimowe Biegi Górskie.

W tym roku biegam 6.6 czyli dwie rundki. Pierwsze okrążenie biegło mi się świetnie, drugie cóż „positive split” bośmy sobie wyślizgali ścieżkę. Z jednej strony, wiadomo chcę pobiec najlepiej czyli najszybciej z drugiej, w głowie jest – od tych zawodów nic nie zależy, a jak się połamiesz? Efekt brak wystarczającej prędkości na zbiegach. Nic to, uśmiech przez wszystkie 14 podbiegów i na mecie oczywiście też.

Do auta ubrać dodatkową kurtkę, bo ta w której biegłam przepocona, a zaziębić się nie chciałam. Do Biura Zawodów i….znów zawody tyle, że w biegu na orientację. Wybraliśmy trasę z 15 punktami kontrolnymi. Piszę w liczbie mnogiej, bo BNO to nasz rodzinny sposób na wspólne bieganie w poszukiwaniu „lampioników”!

27 stycznia 2017

(Prawie) wszystko co dziewczyna o kluczach rowerowych wiedzieć powinna

Podstawowy zestaw kluczy rowerowych: scyzoryk, imbusy, klucz dynamometryczny fot. D.Szymborska


Pewno, że nie mam nic przeciwko temu, żeby to za mnie zmieniono przedziurawioną dętkę – przynajmniej sobie rąk nie ubrudzę! Nie przepadam też za odkręcaniem pedałów (do transportu roweru), lubię też jak ktoś za mnie przyczepi rower do trenażera (Elite Turbo Muin – ma kasetę), nie wspominając o wszelakich regulacjach, zmianie pozycji siodełka, czy ustawieniach kierownicy….

To bardzo wygodne, patrzeć jak ktoś za ciebie skręca, reguluje czy naprawia rower….. można się wtedy nauczyć jak to zrobić.

Nie ma niczego gorszego niż bezradność kolarki. Przecież ani zmiana dętki ani proste regulacje ustawień roweru nie są trudne! Brudne ze smaru ręce? W domu używam rękawiczek jednorazowych i tyle! A na trasie, cóż na szczęście nie mam białych owijek i mam ze sobą zawsze chusteczki…

Tak jak podoba mi się akcja „Dziewczyny na politechniki” tak uważam, że nie ma technicznych rzeczy, które są nie do ogarnięcia dla kolarek! Do tego zrozumienie mechanizmów dzięki którym nasz rower jeździ jest naprawdę ciekawe! I wreszcie, co chyba najważniejsze, nie musimy się bać, że sobie nie poradzimy na trasie czy na zawodach! Zmiana dętki – ćwiczyłam tak długo aż, wiem, że zajmuje mi to poniżej 2 minut, zdjęcia koła, nałożenie łańcucha czy inne podstawowe regulacje – to wszystko jest stosunkowo proste, pod warunkiem, że wie się jak to zrobić. Dlatego lubię w serwisie rowerowym zadawać pytania, czasem prosić o pokazanie jak coś zrobić….oczywiście nie wchodzę w kompetencje mechanika – to jego praca, często również hobby i wie o konstrukcji roweru dużo więcej niż ja, jednym słowem zawsze jest od kogo się uczyć!


Zestaw kluczy rowerowych, przedstawia się następująco:

26 stycznia 2017

Romantyczna, tajska kolacja – bardzo łatwa do przygotowania

Od lewes: ryż gotowany z mleku kokosowym, domowe zielone curry, grillowana pakczoj fot. D.Szymborska

Tajskie smaki, dla mnie oznaczają aromat trawy cytrynowej, kolendrę, lekko cierpki smak soku z limonki, gęste mleczko kokosowe…. 

Większość potraw z kuchni tajskiej, które do tej pory ugotowałam wymagają sporo czasu, na szczęście nie oznacza to, że trzeba być bardzo zaangażowanym w gotowanie – ot wystarczy raz na jakiś czas zamieszać w patelni lub garnku.

Żeby przygotować romantyczną, tajską kolację musimy zarezerwować sobie 3 godziny, z tego jakieś 30 minut „aktywnego” gotowania, reszta to czas na to by bakłażan zrobił się miękki, a małe ziemniaczki nie były twarde. Niezbędna też jest duża patelnia, najlepiej teflonowa.

Składniki (6 porcji, bo czemu nie powtórzyć romantycznej kolacji następnego dnia):

Domowy zielony sos curry:

24 stycznia 2017

Wegański wywar na pieczonych warzywach – dwie wersje

To jest naprawdę bardzo proste - gotowanie wegańskiego wywaru fot. D.Szymborska


Serio bez mięsa? To dlaczego tak świetnie smakuje? Ano dlatego, że warzywa na których gotowałam wywar zostały wcześniej upieczone. Tak, to takie proste!

Ostatnio na blogu dużo było mięsa, potrzeba trochę odmiany, to czemu nie ugotować świetnej wegańskiej zupy? Tym bardziej, że znów zimno na dworze, to taka zupa smakuje i rozgrzewa „od środka”.

Jak to bywa z dobrymi wywarami potrzebuje czasu – najpierw na upieczenie warzyw a potem na wolniutkie gotowanie, wreszcie na sam koniec można wywar podzielić i jeden zostawić jako np. bazę do przygotowania dania z ryżu, drugi zamienić w egzotyczną, azjatycką zupę z makaronem udon.

Składniki (3 litry wywaru):

23 stycznia 2017

Włoski, smażony chleb – czyli nostalgiczny podwieczorek

To jest dużo smaczniejsze niż zwykły chleb w jajku!!! fot. D.Szymborska


Gdybym urodziła się dajmy na to w Neapolu, to pewno byłoby to wspomnienie mojego dzieciństwa. Kuchnia, babci, stół przykryty obrusem w czerwono-białą kratkę.... Nonna stojąca przy wielkiej gazowej kuchni i pojawiające się trójkąciki smażonego chleba. Z pewnością zapamiętałabym, że chleb parzył w palce….

Mam inne wspomnienia, ale nie miałabym nic przeciwko takiemu…. Na razie mogę pamiętać, ten przepis i starać się po niego zbyt często nie sięgać, bo w tym pysznym podwieczorku jest wszystko czego nie należy nadużywać: białe pieczywo, biała mąka, dobrze, że jajka nie są białe….

Przepis pochodzi z mocno ostatnio eksploatowanej przeze mnie książki „MammaMia, Prawdziwa Kuchnia Włoska”, jak zwykle przepis bardzo lakoniczny, a porcje olbrzymie – bo według  Cristiany Bottarii – pół kilo chleba to…. tylko 4 porcje….

Składniki (moim zdaniem dla 6 osób, minimum, choć oczywiście 4 też zjedzą bo to takie pyszne):

22 stycznia 2017

Doceniaj to, że możesz trenować!

Selfie przed treningiem


Znacie Gargamela, on nie cierpiał Smerfów. Ja nie cierpię narzekających biegaczy. Serio. Tych co się użalają jak ciężko wyjść na trening, jak im się nie chce…nie przepadam też za kolarzami, których głównym hasłem jest – „trening musi zostać odbyty” – mają to nawet napisane na skarpetkach i podobnie do biegaczy nie podoba się im świat treningów.

Dziś przez 7.5km które przypominało trening stabilizacji, bo biegać normalnie się nie dało – było tak ślisko, miałam czas żeby się uśmiechać – do innych i do siebie, odpowiadać na pozdrowienia biegaczy. Tak, tak chwilę po siódmej rano na Mokotowie spotkałam 4 biegające osoby! Wreszcie miałam czas żeby cieszyć się z tego, że mogę trenować!

Niestety wielu z nas potrzeba kontuzji lub choroby by docenić to, jak cudownie jest trenować. A może tak od razu to docenić? Co? Przecież to, że wyszliśmy na trening oznacza, że:

·      Jesteśmy na tyle zdrowi by trenować,

·      Mamy wolny czas, nie musimy w tym momencie robić nic innego niż to, co sprawia nam przyjemność,

·      nie musimy siedzieć w pracy/szkole,

·      mamy sprzęt, który umożliwia nam trening, tak tak posiadanie butów biegowych też jest czymś wyjątkowym z czego należy się cieszyć,

·      każdy trening przybliża nas do naszego sportowego celu!

·      Będziemy mieli świetny humor po treningu.

Pewno jest jeszcze wile innych powodów, by doceniać to, że jesteśmy na treningu. Na te akurat wpadłam dziś biegając.

A przecież mogłam napisać tak: